niedziela, 11 maja 2014

CHAPTER 1

Fanfiction znajduje się na bloggerze jak i na wattpadzie, jednak to wattpad jest główną stroną.
Wattpad >  http://w.tt/1qflhoU

--------------


Zamykając i odkładając książkę na biurko obok, Mia ziewnęła ze zmęczenia. Po całym dniu nauki do egzaminu z biologii, czuła się, jakby miała całą wiedzę świata w swojej małej, obolałej głowie.

Ze względu na blond włosy, nie była uważana za bystrą i mądrą. Też za taką nie chciała być postrzegana. Należała do najpopularniejszej grupy nastolatków w liceum. Była dla niej ważna reputacja. Nie chciała być porównywana do kujonów. Jednak w rzeczywistości było inaczej.

Należała do bogatej i wykształconej rodziny. Jej ojciec był wielkim przedsiębiorcą i znaczącym pracodawcą w całej Australii. Jej matka była z wykształcenia lekarzem chirurgii, jednak przestała wykonywać jakąkolwiek pracę i wychowywała dwójkę dzieci. Starszy brat, półtora roku temu dostał się na Uniwersytet Brisbane w Queenland, więc rzadko bywał w domu. Dziewczyna dniami przesiadywała u znajomych, a w wolnych chwilach nudziła się, siedząc sama w domu, czytając książki, słuchając muzyki lub oglądając nudne seriale w telewizji.

Miała życie o jakim nastolatka mogłaby tylko marzyć: pieniądze, przystojny chłopak, przywileje w szkole, mnóstwo znajomych. Wystarczało jej to i sprawiało radość.

Westchnęła i wygrzebała się z miękkiego koca. Syknęła na chłód, który nagle ogarnął jej ciało. Skierowała się na dół, do kuchni, gdzie powitał ją przyjemny zapach naleśników.

- Nakryj do stołu, zaraz kolacja. - odparł wesoło ojciec Mii, podrzucając kolejnego naleśnika na patelni.

Mia spojrzała na wielki zegar, wiszący nad kalendarzem, ze zdjęciami członków rodziny.

- Nie za późno? - zdziwiła się, gdyż dochodziła prawie dziesiąta wieczorem.

- Chcę pobyć trochę czasu z moją kochaną córką.

- Chcę? - zapytała z lekkim rozczarowaniem. - Gdzie mama? - dodała po chwili.

- Pojechała do jednej z tych swoich koleżanek, wiesz - zrobił cudzysłów w powietrzu. - Babski wieczór.

- Ouch.. - westchnęła.

Czasem brakowało jej mamy. Zazwyczaj była poza domem. Głównie zabawiała się ze znajomymi, chodziła na zakupy lub uroczystości, zawówno oficjalne jak i rozrywkowe. Była kobietą rozrzutną i nie kryła się z tym. Jeździła czerwonym kabrioletem, nosiła markowe ubrania oraz biżuterię, często spędzała weekendy na jachtach. Kiedyś pozornie skromna, teraz wprost przeciwnie.

Dziewczyna wyjęła z szafki dwa białe talerze w lawendowe wzory, parę sztućców oraz polewę czekoladową z lodówki. Po chwili naleśniki znajdowały się na talerzach, a Mia wraz z tatą, usiedli przy stole, ciesząc się chwilą tylko dla nich.

~*~

Dźwięk porannego budzika, wyrwał ją ze snu. Jak co dzień wyciszyła irytującą melodię, która powodowała u niej bóle głowy. Po paru minutach leżenia na wielkim wygodnym łóżku, wreszcie zmusiła swoje ciało do opuszczenia ulubionego miejsca w pokoju. Wybierając strój na kolejny zwykły dzień, myślała o dzisiejszych planach spędzenia wolnego czasu po szkole. Została zaproszona na imprezę urodzinową jednej dziewczyny z jej klasy. Wybierała się tam ze swoimi przyjaciółmi, z zamiarem przejęcia kontroli nad wszystkimi gośćmi. Przymierzała kolejno sukienki do ciała, jednak żadna na obecną chwilę nie wpadła jej w oko. Zazwyczaj sięgała rad najlepszej przyjaciółki, Lily.

Z Lily znały się od paru lat. Poznały się w podstawówce na wycieczce integracyjnej i od tamtego czasu są nierozłączne. Jedna drugiej pomaga, zna jej sekrety. Kiedyś była zakochana w jej bracie, jednak była to szczenięca miłość, która okazała się porażką.

Wybierając srebny top i beżową, skórzaną spódniczkę skierowała się do łazienki. Odbyła poranną toaletę, robiąc się 'na bóstwo'. Wybrała do tego białe baletki i marynarkę i wyszła z promiennym uśmiechem z pokoju. Na śniadanie zrobiła sobie kilka tostów, uważając aby nie zabrudzić ubrania, a następnie wróciła po torbę i wyszła z domu, wkładając do uszu słuchawki i puszczając głośno Adele, udała się do domu swojej przyjaciółki, która miała dziś je obie zawieść do szkoły. Co kilka dni się zmieniały, by zoszczędzić na paliwie. Pieniądze wolały wydać na ubrania i imprezy niż na jakiś olej do samochodu.

Rozkoszując się słońcem szła w pełni uśmiechnięta. Już prawie była pod domem przyjaciółki, gdy nagle krótki sygnał wiadomóści przerwał odtwarzaną melodię. SMS od Lily.

"Fatalnie się czuję, nie dam rady dziś wyjść z łóżka. Przepraszam xx"

Mia głeboko westchnęła z rezygnacją i zawróciła w kierunku swojego domu, odpisując na wiadomość.

"Wpadnę do Ciebie po szkole, trzymaj się"

Kliknęła przycisk "wyślij" i przeszła do folderu z muzyką, by zmienić melodię. Nagle poczuła uderzenie w głowę, a po chwili upadła na betonowy chodnik, uderzając się dość mocno w przedramię. Zakręciło jej się w głowie. Spojrzała w kierunku odchodzącej postaci.

- Palant. - burknęła pod nosem i próbując wstać, oparła się o ziemię. Jej dłonie były obtarte, a w niektórych miejscach było widać krew. Otrzepała jasną spódnicę i wyprostowała się, dalej kierując się w stronę domu. Spojrzała w kierunku zakapturowanego chłopaka, jednak nie było go tam. Wpatrywała się tępo w przestrzeń przed nią. Rozpłynął się nagle w powietrzu? Gdy się odwróciła, serce zamarło jej z wrażenia. Przed nią stał ten sam chłopak, który bezczelnie zderzył się z nią przed chwilą.

Miał na sobie szarą bluzę z kapturem i ciemne rurki. Na nosie miał czarne okulary przeciwsłoneczne. Nie było w nim nic przerażającego, z wyjątkiem jednego szczegółu. W lewej ręce trzymał metaliczny nóż, który trzymał przy gardle dziewczyny. Jeden niewłaściwy ruch i byłoby po niej.

Mia z przerażeniem w oczach patrzyła się na chłopaka przed nią. Brakowało jej tchu. Myśl o tym, co może nagle zrobić, zrzerała ją od środka. Czas się dla niej zatrzymał. Stawała na palcach, aby uniknąć nawet draśnięcia. Nigdy się nie spodziewała takiego ataku ze strony nieznajomego. Ani dziś, ani nigdy. Zacisnęła oczy i próbowała odsunąć się od chłopaka, jednak on przytrzymał jej ramię tak, że ostrze lekko drasnęło jej skórę. Dreszcze przeszły jej całe ciało. Pisnęła lekko, bojąc się, że głośniejszy dźwięk, mógłby rozdrażnić mężczyznę. Cisza trwała kilka sekund, jednak dla niej trwało to wieczność. Chłopak zacisnął szczękę i odsunął raptownie narzędzie od dziewczyny. Odetchnęła z ulgą, jednak nie na długo. Szarpnął ją, brzybliżając bliżej siebie tak, że poczuła woń jego perfum.

- To, że nie odezwałem się, wcale nie oznacza, że jestem głuchy. - szepnął jej do ucha, powodując kolejne dreszcze. Mia wiedziała, o co chodziło. Następnym razem przeklnie go w duchu, jednak woli, żeby nie było następnego razu.

Sparaliżowana, nie miała odwagi nawet obejrzeć się za odchodzącym chłopakiem. Nie rozumiała co się właściwie wydarzyło.



Próbując zapomnieć o wcześniejszym zdarzeniu, puściła rytmiczną muzykę w samochodzie w drodze do szkoły. Widząc przed budynkiem swoich znajomych, uśmiech silił jej się na usta. Stwierdziła, że nie ma powodu mówić komuś o tajemniczym chłopaku i będzie taka jak zawsze. Przywitała się ze swoim chłopakiem krótkim pocałunkiem, zaskakując go od tyłu. Również przytuliła każdą ze swoich koleżanek na przywitanie. Znała każdej imię, z każdą chodziła na imprezy, jednak to Lily ufała najbardziej. Ona była jej przyjaciółką. Dźwięk dzwonka rozbrzmiał na dziedzińcu, a uczniowie skierowali się do środka.

Lekcje mijały dość szybko. Kilka spóźnień, uwag i awantur rozbudziły klasę. Nawet pan Drew, na codzień gburowaty i srogi nauczyciel historii, dziś żartował razem z klasą, chociaż to z niego wszyscy się śmiali. Mia stwierdziła, że to jedyna nie-nudna lekcja historii. Na chemii została wezwana do doświadczenia, na co ostro zareagowała.

- Nie będę tego wykonywać. - odparła pewna siebie, patrząc z pogardą na probówki pełne dziwnych substancji.

- Można wiedzieć powód? - zapytała znad okularów profesor Sleith. Odłożyła podręcznik na bok, uważnie patrząc na dziewczynę. - Boisz, że Ci się pobrudzi ubranie? - odparła pod chwili podstępnie, opierając sie łokciami o blat. Była dość niska jak na czterdziestoparo-letnią dorosłą kobietę. Cała klasa wybuchła śmiechem, na co Mia skarciła wszystkich wzrokiem. - Słuchamy. - pognalała.

Oburzona docinkami, z grymasem na twarzy, zdjęła marynarkę i zastąpiła ją białym fartuchem, który wisiał na wieszaku przy drzwiach. Usatysfakcjonowana nauczycielka wręczyła jej na kartce instrukcję doświadczenia, po czym zajęła się ponownie własnymi sprawami. Dziewczyna uważnie wykonywała doświadczenie, łącząc ze sobą różnorodne roztwory. Z jednej z probówek zaczęło się dymić, więc pani Sleith raptownie wstała od biurka. W momencie, gdy podeszła bliżej, Mia chwyciła jedną z kolorowych probówek i całą zawartość wylała na biały fartuch kobiety, pozostawiając niebieską plamę na środku.

- Bałam się o Pani ubranie. - odparła sarkastycznie, zabierając swoją marynarkę oraz torbę ze stanowiska i skierowała się w kierunku drzwi. W ostaniej chwili odwróciła się ku nauczycielce, której usta i oczy otworzyły się szeroko ze zdziwienia. - Spokojnie, nie jest żrący. - pocieszyła dziewczyna. - I pasuje do Pani oczu. - zaśmiała się i wyszła szybko z klasy.

Miała szczęście, że nie założyła dziś obcasów, w innym przypadku biegłaby o wiele wolniej. Wybiegła ze szkoły i skierowała się do starych ruin, które znajdowały się niedaleko, w lesie. Wiedziała, że będzie miała kłopoty, jednak nie żałowała tego. Zasłużyła. Nauczyciele uważali ją za pustą blondynkę, przez co drażnili w dość nieprzyjemny sposób.

Mia czekała na koniec zajęć. Siedziała na jednym z murków. Wysłała sms-a do Will'a, aby przyszedł w znane mu miejsce. Ich paczka często spotykała się tutaj, aby nikt nie przeszkadzał im w interesach, pogawędkach czy innych sprawach. Było to ich miejsce. Jeżeli ktoś odważył się tu przyjść, zazwyczaj obrywał przez chłopaków.

Po około piętnastu minutach usłyszała kroki. Z uradowaniem zeskoczyła na trawę i zaczęła iść w kierunku postaci, jednak ona skręciła raptownie w lewo, patrząc na czubki swoich zdartych trampek. Mia spostrzegła, że to nie jest jej chłopak, ani żaden z jej znajomych, jednak kojarzyła tą osobę. Z przerażeniem schowała się za pojedyncze drzewo i uważnie obserwowała ruchy podejrzanego. Prawdopodobnie jedna z soczewek wypadła jej podczas ucieczki ze szkoły, więc nie widziała wszystkiego wyraźnie. Mrużąc oczy patrzyła, jak ktoś odkrywa dość głęboki dół, w którym najwyraźniej coś ukrył. Starała się dostrzec, co to takiego, lecz jej wada wzroku na to nie pozwoliła. Chciała podejść bliżej, jednak od razu tego pożałowała. Pod jej stopą znalazła się krucha gałązka, która złamała się pod jej ciężarem, wywołując charakterystyczne chrupnięcie. Nagle postać odwróciła się w jej stronę, na co zamarła. Zobaczyła wlepiający się w jej osobę zabójczy wzrok. Szybko skierowała nogi w przeciwnym kierunku i biegła ile sił, omijając kamienie, gałęzie i pagórki. Ze strachu zaparło jej dech w piersi. Obróciła się za siebie, sprawdzając, czy ktoś za nią nie biegnie, gdy nagle na coś wpadła.

- Proszę, zostaw mnie, zostaw! - krzyczała przerażona, zaciskając oczy i zasłaniając twarz rękami. 




------------

Jeżeli chcecie być informowani o nowych rozdzialach, prosze napiszcie do mnie na tt > @fabxlukey < jeżeli ktoś zgłaszał się wcześniej, też prosze napisać, bo nie zapisywałam.


Mam nadzieję, że przebrgniecie przez pierwsze rozdziały :) Enjoy xx

wtorek, 6 maja 2014

Prolog

"Prawdziwa miłość nie zadaje cierpień. Bo i jak miałaby je zadawać? Nie zmienia się raptownie w nienawiść, podobnie jak prawdziwa radość nie przeistacza się w ból. " ~E. Tolle


Można by powiedzieć, że miłość jest czymś wyjątkowym, czymś co łączy dwoje ludzi niezwykłym uczuciem na długo, czymś czego nie można określić słowami. A co jeżeli jest to obsesja? Co jeżeli dzieli to ludzi? Co jeżeli za tym stoi śmierć?

Miłość nie zadaje cierpień? Bzdura. Nawet nie wiesz ile nienawiści jest w nieodwzajemnionym uczuciu. Spośród siedmiu miliardów ludzi wybrał właśnie ją. Jest jedna. Świat przestaje istnieć. Ludzie znikają. Zostają tyko dwie osoby. Tylko te dwie osoby, by zdobyć siebie nawzajem. A co jeżeli jedna nie chce? Pożądanie. Sprawia, że chce tego bardziej. A co jeżeli to zdobędzie? Co z tym zrobi? Nie chce już tego, bo to ma. Tak jest ze wszystkim. Z tobą też tak będzie, tylko tego nie wiesz.

Ludzie ranią i to bardzo. Często nieświadomie wchodzą na czyjeś terytorium, przekraczając wszelkie granice ludzkiej wytrzymałości. Psychicznej. To jest jak balon. Za bardzo napompowany, wybuchnie. Tak jak człowiek pełny emocji - pozytywnych i negatywnych - wkrótce straci siłę i pęknie.
A co jeżeli człowiek rani świadomie?

~*~
4-letnia Mia radośnie bawiła się w piaskownicy, razem ze swoim bratem Riley'em i jego najlepszym przyjacielem - Brian'em. Od jakiegoś czasu byli najgłośniejszą bandą dzieci w okolicy. Z sąsiedztwa wyprowadzili się trzej bracia, którzy stanowili konkurencję dla małych łobuzów. Co jakiś czas młoda mama karciła chłopców za sypanie piaskiem w dziewczynkę, lecz po przytakiwaniu, zawsze kończyło się tak samo.

Michelle, bo tak brzmiało pełne imię Mii, z gracją otrzepała się z brudnego piasku i wskoczyła na hulajnogę, opartą o metalowe drzwi garażu. Zawróciła w stronę ulicy, wcześniej biorąc lizaka i chowając go do kieszeni żółtej sukienki. Odepchnęła się kilka razy, nabierając prędkości i wiatru we włosach. Z wielkim uśmiechem pędziła przez uliczki jednej z dzielnic Melbourne, nie zauważając, jak oddala się od domu.

Nagle wpadła na pewną postać stojącą jej na drodze. Kobieta pisnęła, gdy koło przejechało jej po stopie. Po chwili dostrzegła małego chłopca obok niej, trzymającego ją za rękę. Uważnie przypatrzyła się mu w oczy. Coś w nich było, coś niepokojącego. Po chwili zerknęła na kobietę. Jej twarz była opuchnięta i czerwona od płaczu oraz pociągała nosem, próbując powstrzymać łzy przy małej dziewczynce. Była to Gina, matka chłopców, którzy jeszcze niedawno zaglądali przez szpary ogrodzenia, by patrzeć na beztrosko bawiące się dziecko.

Ich rodzina była tajemnicza i nikt z dzielnicy nie znał ich dobrze. Mieli wysoko ogrodzony ogród płotem bambusowym i żadne z rodzeństwa nie wchodziło ani nie wychodziło z posiadłości. Czasem było słychać radosne piski, ale zaraz one milkły, pod wpływem donośnego głosu mężczyzny. Każdy się zastanawiał, co dzieje się w tej rodzinie, jednak nikt nie był na tyle odważny by zainterweniować. Od paru tygodni dom stał pusty, na sprzedaż.

- Dlaczego płaczesz? - zapytała blondynka, nadal formując rączki w małe piąstki na kierownicy hulajnogi.

Na te słowa kobiecie zeszkliły się oczy i wybuchając płaczem odeszła, zostawiając małą osóbkę na środku wielkiego parkingu.

Dziewczynka po raz pierwszy widziała taką osobę.
Po raz pierwszy nie widziała szczęścia.
Widziała cierpienie.

--------------

Wersja wattpad:  http://www.wattpad.com/48841640-boundless-luke-brooks-ff-pl-prolog