wtorek, 6 maja 2014

Prolog

"Prawdziwa miłość nie zadaje cierpień. Bo i jak miałaby je zadawać? Nie zmienia się raptownie w nienawiść, podobnie jak prawdziwa radość nie przeistacza się w ból. " ~E. Tolle


Można by powiedzieć, że miłość jest czymś wyjątkowym, czymś co łączy dwoje ludzi niezwykłym uczuciem na długo, czymś czego nie można określić słowami. A co jeżeli jest to obsesja? Co jeżeli dzieli to ludzi? Co jeżeli za tym stoi śmierć?

Miłość nie zadaje cierpień? Bzdura. Nawet nie wiesz ile nienawiści jest w nieodwzajemnionym uczuciu. Spośród siedmiu miliardów ludzi wybrał właśnie ją. Jest jedna. Świat przestaje istnieć. Ludzie znikają. Zostają tyko dwie osoby. Tylko te dwie osoby, by zdobyć siebie nawzajem. A co jeżeli jedna nie chce? Pożądanie. Sprawia, że chce tego bardziej. A co jeżeli to zdobędzie? Co z tym zrobi? Nie chce już tego, bo to ma. Tak jest ze wszystkim. Z tobą też tak będzie, tylko tego nie wiesz.

Ludzie ranią i to bardzo. Często nieświadomie wchodzą na czyjeś terytorium, przekraczając wszelkie granice ludzkiej wytrzymałości. Psychicznej. To jest jak balon. Za bardzo napompowany, wybuchnie. Tak jak człowiek pełny emocji - pozytywnych i negatywnych - wkrótce straci siłę i pęknie.
A co jeżeli człowiek rani świadomie?

~*~
4-letnia Mia radośnie bawiła się w piaskownicy, razem ze swoim bratem Riley'em i jego najlepszym przyjacielem - Brian'em. Od jakiegoś czasu byli najgłośniejszą bandą dzieci w okolicy. Z sąsiedztwa wyprowadzili się trzej bracia, którzy stanowili konkurencję dla małych łobuzów. Co jakiś czas młoda mama karciła chłopców za sypanie piaskiem w dziewczynkę, lecz po przytakiwaniu, zawsze kończyło się tak samo.

Michelle, bo tak brzmiało pełne imię Mii, z gracją otrzepała się z brudnego piasku i wskoczyła na hulajnogę, opartą o metalowe drzwi garażu. Zawróciła w stronę ulicy, wcześniej biorąc lizaka i chowając go do kieszeni żółtej sukienki. Odepchnęła się kilka razy, nabierając prędkości i wiatru we włosach. Z wielkim uśmiechem pędziła przez uliczki jednej z dzielnic Melbourne, nie zauważając, jak oddala się od domu.

Nagle wpadła na pewną postać stojącą jej na drodze. Kobieta pisnęła, gdy koło przejechało jej po stopie. Po chwili dostrzegła małego chłopca obok niej, trzymającego ją za rękę. Uważnie przypatrzyła się mu w oczy. Coś w nich było, coś niepokojącego. Po chwili zerknęła na kobietę. Jej twarz była opuchnięta i czerwona od płaczu oraz pociągała nosem, próbując powstrzymać łzy przy małej dziewczynce. Była to Gina, matka chłopców, którzy jeszcze niedawno zaglądali przez szpary ogrodzenia, by patrzeć na beztrosko bawiące się dziecko.

Ich rodzina była tajemnicza i nikt z dzielnicy nie znał ich dobrze. Mieli wysoko ogrodzony ogród płotem bambusowym i żadne z rodzeństwa nie wchodziło ani nie wychodziło z posiadłości. Czasem było słychać radosne piski, ale zaraz one milkły, pod wpływem donośnego głosu mężczyzny. Każdy się zastanawiał, co dzieje się w tej rodzinie, jednak nikt nie był na tyle odważny by zainterweniować. Od paru tygodni dom stał pusty, na sprzedaż.

- Dlaczego płaczesz? - zapytała blondynka, nadal formując rączki w małe piąstki na kierownicy hulajnogi.

Na te słowa kobiecie zeszkliły się oczy i wybuchając płaczem odeszła, zostawiając małą osóbkę na środku wielkiego parkingu.

Dziewczynka po raz pierwszy widziała taką osobę.
Po raz pierwszy nie widziała szczęścia.
Widziała cierpienie.

--------------

Wersja wattpad:  http://www.wattpad.com/48841640-boundless-luke-brooks-ff-pl-prolog

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz